Aktualności

Czarny koń do prezesury?

18 maja 2016 · Kategoria: Sprawy związkowe, ·

Niebawem Walny Zjazd Sprawozdawczo-​Wyborczy Polskiego Związku Hodowców Koni. Już 23 ma­ja bę­dzie wia­do­mo kto przej­mie wła­dzę w śro­do­wi­sku ho­dow­ców. Oczywiście w ku­lu­arach pa­da­ją na­zwi­ska po­ten­cjal­nych kan­dy­da­tów na sta­no­wi­sko pre­ze­sa oraz człon­ków przy­szłe­go pre­zy­dium, ale pó­ki pił­ka w grze… nic nie jest pew­ne. Ważne jed­nak, aby przez po­dej­mu­ją­cych ry­chło de­cy­zje de­le­ga­tów i de­cy­den­tów prze­ma­wia­ła rze­czy­wi­sta tro­ska o do­bro ro­dzi­mej ho­dow­li, dla któ­rej nad­cho­dzą­ce la­ta mo­gą oka­zać się klu­czo­wy­mi. Mimo go­rą­cej at­mos­fe­ry, czę­sto dość emo­cjo­nal­nych dys­ku­sji trwa­ją­cych w te­re­nie, po­pro­si­łem o wy­wa­żo­ną roz­mo­wę Pawła Mazurka, któ­re­go kom­pe­ten­cji, do­rob­ku oraz po­zy­cji za­wo­do­wej nikt nie kwe­stio­nu­je. Po pro­stu z dy­stan­sem – quo va­dis, PZHK?

fot. Anna Pawlak

fot. Anna Pawlak

Hodowlę ko­ni wy­ssał Pan z mle­kiem mat­ki… Kto Pana za­ra­ził bak­cy­lem koniarstwa?
– Jestem ty­po­wym wiej­skim dziec­kiem, wy­cho­wa­nym w go­spo­dar­stwie rol­nym. Rodzice pro­wa­dzi­li ho­dow­lę by­dła ra­sy NCB. Utrzymywali po­nad 100 sztuk. Było też kil­ka kla­czy ma­tek, któ­re po­za pra­cą w go­spo­dar­stwie co ro­ku ro­dzi­ły źre­ba­ki. Wychowałem się w oto­cze­niu róż­nych zwie­rząt, ale za­wsze naj­bli­żej by­ło mi do ko­ni. To mój Tata po­ka­zał mi ja­ki­mi wspa­nia­ły­mi przy­ja­ciół­mi mo­gą być te ma­je­sta­tycz­ne zwie­rzę­ta. Jeszcze nie wie­dzia­łem czy bę­dę ho­dow­cą, ale by­łem prze­ko­na­ny, że chce zwią­zać swo­je ży­cie z końmi.

Hodowla, ale i pięk­ny rys spor­to­wy. Sztafeta po­ko­leń, pre­sja do­mu ro­dzin­ne­go czy rów­nież oso­bi­sta pasja?
– Gdybym nie był emo­cjo­nal­nie zwią­za­ny z koń­mi to nie ro­bił­bym te­go, co ro­bię. Żartuję, że Pan Bóg po­zwo­lił mi ro­bić to co lu­bię. To wiel­ka sa­tys­fak­cja móc pa­trzeć na ko­nie, któ­re się wy­cho­wa­ło, star­tu­ją­ce na róż­nych po­ka­zach czy za­wo­dach. Sam, kie­dy by­łem czyn­nym za­wod­ni­kiem, star­to­wa­łem koń­mi wła­snej ho­dow­li i to dzię­ki nim mia­łem za­szczyt dwu­krot­nie re­pre­zen­to­wać Polskę na MŚ. Przed mi­strzo­stwa­mi w 2007 r. od­da­łem swo­je ko­nie młod­sze­mu bra­tu, któ­ry dzię­ki te­mu mógł uczest­ni­czyć w tej pre­sti­żo­wej im­pre­zie. Dzisiaj ja zaj­mu­ję się ho­dow­lą, a mo­je dzie­ci sze­ro­ko po­ję­tą pro­mo­cją. Karolina zwią­za­na jest z kon­ku­ren­cją ujeż­dże­nia, a Maciek z zaprzęgami.

fot_01

fot. Katarzyna Broda

Ma Pan du­że go­spo­dar­stwo w Pankowie na Dolnym Śląsku. Żyje Pan głów­nie z upra­wy ro­li, ale ho­du­je rów­nież ko­nie. Czy moż­na to w sen­sie biz­ne­so­wym sen­sow­nie pogodzić?
– Gospodarstwo, któ­re pro­wa­dzę po­ło­żo­ne jest w do­god­nym re­jo­nie Polski. Ukształtowanie te­re­nu, mi­kro­kli­mat i za­sob­ność gleb sprzy­ja za­rów­no pro­duk­cji ro­ślin­nej jak i ho­dow­li zwie­rząt. Uprawiam rze­pak, psze­ni­cę, bu­ra­ki cu­kro­we i pro­du­ku­ję pa­sze dla ko­ni – pod tym wzglę­dem je­stem sa­mo­wy­star­czal­ny. Często sły­szę, że ho­dow­la ko­ni jest nie­opła­cal­na. W mo­im przy­pad­ku ho­dow­la w po­łą­cze­niu z pro­duk­cją ro­ślin­ną za­my­ka się do­dat­nim bi­lan­sem. Nie narzekam…

Ma Pan tak­że spo­re do­świad­cze­nie han­dlo­we. Umiał Pan do­sto­so­wać swo­ją ho­dow­lę do po­py­tu ryn­ko­we­go. Intuicja, kom­pe­ten­cja, roz­le­głe kon­tak­ty, ela­stycz­ność w do­sto­so­wa­niu się do ryn­ku – co de­cy­do­wa­ło o Pańskich osiągnięciach?
– Jest mnó­stwo czyn­ni­ków, któ­re de­cy­du­ją o suk­ce­sie w ho­dow­li. Według mnie ho­dow­la to nie pro­ste roz­mna­ża­nie, ale two­rze­nie cze­goś nie­po­wta­rzal­ne­go. Intuicja, wie­dza, de­ter­mi­na­cja i kon­se­kwen­cja po­wo­du­ją, że przy odro­bi­nie szczę­ścia osią­ga­my za­mie­rzo­ny efekt. Stare po­rze­ka­dło mó­wi, że każ­dy koń ma swo­je­go kup­ca. Żeby spro­stać ocze­ki­wa­niom po­ten­cjal­nych od­bior­ców mu­szę wy­ka­zać się pew­ną ela­stycz­no­ścią. Jednocześnie nie mo­gę stra­cić  z po­la wi­dze­nia wła­snych założeń.

W śro­do­wi­sku ja­wi się Pan ja­ko czło­wiek po­tra­fią­cy bro­nić wła­snych po­glą­dów, na­wet cza­sa­mi kontrowersyjnych…
– Życie na­uczy­ło mnie, że za­wsze trze­ba mieć wła­sne zda­nie. Wiem, że wie­lu oso­bom nie pa­su­je, że mó­wię to co my­ślę. Potrafię bro­nić swo­ich po­glą­dów, a jed­no­cze­śnie chęt­nie słu­cham opi­nii in­nych. Bardzo ce­nię so­bie szcze­re, me­ry­to­rycz­ne dys­ku­sje – z nich za­wsze wy­ni­ka coś do­bre­go, na­wet wo­bec róż­ni­cy zdań.

Jak z per­spek­ty­wy 25 lat wol­nej Polski oce­nia Pan sy­tu­ację w ho­dow­li ko­ni szlachetnych?
– Przede wszyst­kim skoń­czy­ła się re­jo­ni­za­cja. Dzisiaj to ho­dow­cy de­cy­du­ją o tym, ja­kie de fac­to ko­nie chcą ho­do­wać. Dzięki otwar­tym gra­ni­com, mo­że­my ko­rzy­stać z do­świad­czeń i wie­dzy za­gra­nicz­nych ho­dow­ców. Powszechność do­stę­pu do naj­lep­szych za­gra­nicz­nych re­pro­duk­to­rów spo­wo­do­wa­ła pod­nie­sie­nie ja­ko­ści na­szych ko­ni. Widać to mię­dzy in­ny­mi na MPMK, gdzie ko­nie ro­dzi­mej ho­dow­li sku­tecz­nie ry­wa­li­zu­ją z koń­mi ho­dow­li za­gra­nicz­nej. Należy pa­mię­tać, że dzi­siaj ma­my 1/​3 po­gło­wia ko­ni, któ­re mie­li­śmy w la­tach 90-​tych. Tym bar­dziej mu­si­my dbać o ja­kość. Musi zro­bić wszyst­ko co w na­szej mo­cy aby ro­dzi­ło się wię­cej ta­kich ko­ni jak Banderas, Nevados S czy Bazylii.

fot. Katarzyna Broda

fot. Katarzyna Broda

Dobiega koń­ca trze­cia ka­den­cja Pana ak­tyw­no­ści we wła­dzach ale i w pre­zy­dium PZHK. Największe w Pana opi­nii suk­ce­sy i porażki?
– Nie moż­na w tak skraj­nych ka­te­go­riach oce­niać pra­cy Związku. Nasza or­ga­ni­za­cja bę­dzie za­wsze do­bra, po­nie­waż słu­ży ho­dow­com. Sukcesem jest już wy­pra­co­wa­nie wspól­nych sta­no­wisk, któ­re go­dzą in­te­re­sy ho­dow­ców róż­nych ras ko­ni – po­cząw­szy od ko­ni­ków, hu­cu­łów, po­przez ra­sy szla­chet­ne, po ko­nie zim­no­krwi­ste, któ­rych ma­my naj­wię­cej. Cieszy rów­nież fakt, że z ro­ku na rok przy­by­wa im­prez pro­mo­cyj­nych i ho­dow­la­nych oraz są one na co­raz wyż­szym po­zio­mie. Teraz po­zo­sta­je tyl­ko za­chę­ca­nie ho­dow­ców do czyn­ne­go uczest­nic­twa, po­nie­waż to ich suk­ce­sy bu­du­ją wi­ze­ru­nek Związku.
Jeśli na­to­miast po­win­ni­śmy po­sy­pać gło­wę po­pio­łem to naj­więk­szą po­raż­ką by­ły nie­pra­wi­dło­wo­ści w pro­wa­dze­niu do­ku­men­ta­cji w nie­któ­rych OZHK, co rzu­ci­ło złe świa­tło na ca­ły Związek. Wiele cza­su i wy­sił­ku za­ję­ło „po­sprzą­ta­nie te­go ba­ła­ga­nu” i miej­my na­dzie­ję, że wię­cej się to nie powtórzy.

Co po­win­no być dla Związku dzi­siaj priorytetem?
– Edukacja nie tyl­ko ka­dry pra­cow­ni­czej, ale rów­nież ho­dow­ców. Należy kłaść du­ży na­cisk na zwięk­sza­nie świa­do­mo­ści ho­dow­la­nej, po­przez szko­le­nia z eks­te­rie­ru, pre­zen­ta­cji, utrzy­ma­nia czy użyt­ko­wa­nia ko­ni. Z do­świad­cze­nia wiem, że ta­kie ak­cje spo­ty­ka­ją się z bar­dzo du­żym za­in­te­re­so­wa­niem. Szczególnie cie­szy fakt, że uczest­ni­czy w nich co­raz szer­sza gru­pa mło­dych ho­dow­ców. To ro­dzi na­dzie­je na opty­mi­stycz­ną przy­szłość PZHK.

Po 2020 mo­że nie bę­dzie moż­li­wo­ści do­to­wa­nia ko­ni z bu­dże­tu pań­stwa. Co wtedy?
– Nie przy­pusz­czam, aby po ro­ku 2020 cał­ko­wi­cie wstrzy­ma­no do­pła­ty. Gdyby jed­nak do­szło do ich ogra­ni­cze­nia, to re­or­ga­ni­za­cję związ­ku na­le­ży prze­pro­wa­dzić w opar­ciu o ist­nie­ją­ce struk­tu­ry. PZHK jest fe­de­ra­cją Związków Okręgowych/​Wojewódzkich, ale ich fun­da­men­tem są człon­ko­wie. Bez wzglę­du na to w ja­kim kie­run­ku po­szły­by zmia­ny or­ga­ni­za­cyj­ne naj­waż­niej­sze bę­dzie za­bez­pie­cza­nie in­te­re­su każ­de­go po­je­dyn­cze­go hodowcy.

Ma Pan spo­re do­świad­cze­nie za­rów­no w ho­dow­li jak i za­rzą­dza­niu. Czy Pana zda­niem moż­na na PZHK spoj­rzeć jak na nor­mal­ny wol­no­ryn­ko­wy byt biz­ne­so­wy? Czy moż­na o or­ga­ni­za­cji ty­pu PZHK my­śleć w ka­te­go­riach pod­mio­tu gospodarczego?
– Z za­ło­że­nia PZHK nie jest in­sty­tu­cją sa­mo­fi­nan­su­ją­ca się. Zarabianie pie­nię­dzy nie jest głów­ną ro­lą Związku. W mo­im prze­ko­na­niu Związek jest ka­ta­li­za­to­rem, któ­ry umoż­li­wia pro­wa­dze­nie ho­dow­li. Biuro PZHK dba o rze­tel­ność w pro­wa­dze­niu ksiąg stad­nych i pro­gra­mów ho­dow­la­nych. Monitoruje rów­nież kon­tak­ty z kra­jo­wy­mi i mię­dzy­na­ro­do­wy­mi or­ga­ni­za­cja­mi po­za­rzą­do­wy­mi. Nadzoruje tak­że po­zy­ski­wa­nie i spra­wie­dli­wy po­dział środ­ków mi­ni­ste­rial­nych na dzia­łal­ność Związku. Priorytetem jest i na­dal win­na być misja.

Czy jest Pan za cen­tra­li­za­cją dzia­łań PZHK czy wręcz przeciwnie?
– Związek jest ży­wym or­ga­ni­zmem i sta­le ule­ga więk­szym lub mniej­szym prze­mia­nom. Obecna struk­tu­ra or­ga­ni­za­cyj­na PZHK wy­da­je się speł­niać ak­tu­al­ne ocze­ki­wa­nia ho­dow­ców. Wraz ze zmie­nia­ją­cy­mi się po­trze­ba­mi bę­dzie­my mu­sie­li mo­dy­fi­ko­wać Związek. Jak bar­dzo? Czas pokaże…

Gdyby zo­stał Pan przez Zjazd wy­bra­ny Prezesem PZHK jak za­mie­rza Pan go­dzić in­te­re­sy tak wie­lu róż­nych grup i śro­do­wisk zrze­szo­nych pod jed­nym pa­ra­so­lem? Czy kon­so­li­da­cja jest w ogó­le możliwa?
– Siła na­sze­go Związku tkwi mię­dzy in­ny­mi w je­go róż­no­rod­no­ści. Niejednolitość grup i śro­do­wisk po­wo­du­je, że na wie­le spraw moż­na spoj­rzeć z od­mien­nych per­spek­tyw. Najważniejsza w po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji jest me­ry­to­rycz­na dys­ku­sja. Konsolidacja jest moż­li­wa pod wa­run­kiem, że sza­nu­je się po­glą­dy in­nych. Wierzę, że na­wet wy­bie­ra­jąc od­mien­ne dro­gi, mo­że­my dojść do te­go sa­me­go celu.

fot. Katarzyna Broda

fot. Katarzyna Broda

W kon­tek­ście wy­bo­rów na pre­ze­sa w ku­lu­arach mó­wi się o kil­ku kan­dy­da­tach. Kogo wi­dział­by Pan w Prezydium?
– W tym cie­le wi­dział­bym przede wszyst­kim ho­dow­ców, kom­pe­tent­nych re­pre­zen­tan­tów wszyst­kich grup ra­so­wych, świa­do­mych i kon­struk­tyw­nie my­ślą­cych lu­dzi, któ­rym le­ży na ser­cu los za­rów­no PZHK, jak i każ­de­go zwy­kłe­go ho­dow­cy. Potrzebujemy zdro­we­go roz­sąd­ku, ale i kre­atyw­no­ści mo­gą­cej efek­tyw­nie sta­wić czo­ła przy­szłym wy­zwa­niom. Na pew­no we wszel­kich dzia­ła­niach mu­si nam przy­świe­cać ha­sło – zgo­da bu­du­je, nie­zgo­da rujnuje…

ANR, po­dob­nie jak PZJ, to stra­te­gicz­ni part­ne­rzy dla PZHK. Czy po­tra­fi­my zgod­nie i sku­tecz­nie dla idei roz­wo­ju Polskiego Przemysłu Konnego współpracować?
– Współpraca PZHK z ANR trwa od wie­lu lat i przy­no­si bar­dzo do­bre efek­ty. ANR jest na­szym part­ne­rem we wszyst­kich naj­więk­szych przed­się­wzię­ciach. Najbardziej spek­ta­ku­lar­na jest z pew­no­ścią re­ali­za­cja Cavaliady – Pawilonu Polskiej Hodowli itp. Większość czem­pio­na­tów ra­so­wych od­by­wa się przy współ­udzia­le i na te­re­nie obiek­tów ANR.
Nasze re­la­cje z PZJ są rów­nież do­bre. Cały czas pra­cu­je ko­mi­sja ko­or­dy­na­cyj­na PZJ-​PZHK, któ­ra two­rzy re­gu­la­mi­ny roz­gry­wa­nia MPMK oraz nad­zo­ru­je ich prze­bieg. Włączamy się ak­tyw­nie w im­pre­zy or­ga­ni­zo­wa­ne przez PZJ, na­gra­dza­jąc naj­lep­sze ko­nie pol­skiej ho­dow­li. Mimo czę­stej róż­ni­cy zdań i burz­li­wych dys­ku­sji, wszyst­kim przy­świe­ca ta sa­ma idea – dzia­ła­nia dla do­bra i roz­wo­ju Przemysłu Konnego w Polsce.
Mam na­dzie­ję, że w naj­bliż­szych la­tach na­sza współ­pra­ca bę­dzie się na­dal ukła­da­ła i roz­wi­ja­ła w tym sa­mym du­chu – kon­struk­tyw­ne­go roz­wo­ju i pro­mo­cji pol­skich koni.

Uprzejmie dzię­ku­ję Panu za rozmowę.

Rozmawiał: Michał Wierusz-​Kowalski

Print Friendly, PDF & Email