Sprawy związkowe

XXIII Walny Zjazd PZHK Warszawa, Maj 2004

 

Referat sprawozdawczo-programowy

Szanowni Delegaci, Szanowni Goście,

Cztery lata, któ­re upły­nę­ły od wybo­ru władz ustę­pu­ją­cych na dzi­siej­szym Zjeździe, to okres inten­syw­nych prac nad dosto­so­wa­niem pol­skich prze­pi­sów do usta­wo­daw­stwa Unii Europejskiej. Duże tem­po prac powo­du­je, że zmie­nia­ne prze­pi­sy nie zawsze są spój­ne, a nie­kie­dy wręcz nie do koń­ca zgod­ne z prze­pi­sa­mi unij­ny­mi. Nie trze­ba rów­nież prze­ko­ny­wać zebra­nych, że pra­ca i pla­no­wa­nie w warun­kach cią­głych zmian jest bar­dzo trud­ne. Dlatego za nie­wąt­pli­wy suk­ces mija­ją­cej kaden­cji nale­ży uznać prze­ję­cie przez Polski Związek Hodowców Koni zadań zwią­za­nych z iden­ty­fi­ka­cją koni nie tyl­ko hodow­la­nych, ale i w maso­wym pogło­wiu. Zanim doszło jed­nak do pod­pi­sa­nia usta­wy nada­ją­cej Związkowi te upraw­nie­nia, musie­li­śmy prze­ko­nać wie­lu decy­den­tów, że sil­na, dobrze zor­ga­ni­zo­wa­na społeczno-zawodowa orga­ni­za­cja rol­ni­ków, posia­da­ją­ca struk­tu­ry tere­no­we i zatrud­nia­ją­ca spe­cja­li­stów, będzie w sta­nie wyko­nać to zada­nie lepiej i taniej niż agen­dy rzą­do­we. I uda­ło się, przede wszyst­kim dzię­ki zro­zu­mie­niu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a szcze­gól­nie Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii, jak rów­nież posłom Sejmowej Komisji Rolnictwa i Komisji Europejskiej. Należy mieć nadzie­ję, że przy­szłe wpły­wy z iden­ty­fi­ka­cji (przy­szłe, gdyż obec­nie wszyst­kie Związki pono­szą ogrom­ne nakła­dy), pozwo­lą na uzu­peł­nie­nie i doszka­la­nie, uszczu­pla­nych na prze­strze­ni ostat­nich kil­ku lat, z przy­czyn finan­so­wych kadr Związków, jak rów­nież wypo­sa­że­nie biur w nowo­cze­sny sprzęt, gdyż są to nie­zbęd­ne warun­ki dla spro­sta­nia coraz więk­szym wyma­ga­niom sta­wia­nych Związkom przez hodow­ców. Niestety, mimo roz­mów pro­wa­dzo­nych z Polskim Związkiem Jeździeckim, nie uda­ło się na obec­nym eta­pie dopro­wa­dzić do sytu­acji, w któ­rej każ­dy koń reje­stro­wa­ny w PZJ nie otrzy­my­wał­by dru­gie­go pasz­por­tu, a jedy­nie wkład­kę do pasz­por­tu wysta­wio­ne­go przez okrę­go­we / woje­wódz­kie związ­ki hodow­ców koni. Mamy jed­nak nadzie­ję, że dal­sze roz­mo­wy pro­wa­dzo­ne w tej spra­wie dopro­wa­dzą do roz­wią­za­nia korzyst­ne­go dla obu orga­ni­za­cji, a przede wszyst­kim wła­ści­cie­li koni, podob­nie jak ma to miej­sce w więk­szo­ści kra­jów Unii Europejskiej. W tym miej­scu nale­ży pod­kre­ślić, że szcze­gól­nie w ostat­nim okre­sie zosta­ła zacie­śnio­na współ­pra­ca pomię­dzy naszy­mi orga­ni­za­cja­mi przy orga­ni­za­cji Mistrzostw Polski Młodych Koni. Wszelkimi spra­wa­mi zwią­za­ny­mi z mistrzo­stwa­mi zaj­mo­wa­ła się Komisja Koordynacyjna PZJ-PZHK.

Miniona kaden­cja to okres, w któ­rym mimo inten­syw­nych dzia­łań Polskiego Związku Hodowców Koni, nie uda­ło się zapo­biec dal­sze­mu pogor­sze­niu kon­dy­cji finan­so­wej stad ogie­rów, cze­go skut­ki odczu­wa cała hodow­la. Rozmowy pro­wa­dzo­ne w tym okre­sie z AWRSP były bar­dzo trud­ne, a zna­le­zie­nie wspól­ne­go roz­wią­za­nia unie­moż­li­wia­ły m. in. czę­ste zmia­ny na kie­row­ni­czych sta­no­wi­skach w AWRSP, któ­re spo­wo­do­wa­ły rów­nież brak nad­zo­ru nad działal-nością stad ogie­rów i stad­nin koni ze stro­ny AWRSP. Po czte­rech latach roz­mów Związek zga­dza się z Agencją Nieruchomości Rolnych, powsta­łą z prze­kształ­ce­nia AWRSP, tyl­ko w jed­nym, a mia­no­wi­cie w potrze­bie zmia­ny sys­te­mu finan­so­wa­nia stad ogie­rów z budże­tu pań­stwa. Nie zga­dza­my się na wyprze­daż kolej­nych stad ogie­rów i stad­nin koni i jed­no­cze­śnie jeste­śmy prze-konani, że jed­nost­ki te powin­ny pod­le­gać Ministerstwu Rolnictwa, tak jak mia­ło to miej­sce do 1992 r., gdyż dal­sze trak­to­wa­nie ich przez Ministerstwo Skarbu jak zwy­kłych przed­się­biorstw, bez uwzględ­nie­nia spe­cy­fi­ki pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści hodow­la­nej, może skoń­czyć się tyl­ko ich likwi­da­cją.

Cztery lata mija­ją­cej kaden­cji to rów­nież czas prze­ciw­dzia­ła­nia pró­bom wpro­wa­dze­nia cał­ko­wi­te­go zaka­zu trans­por­tu koni rzeź­nych.
Organizacje wpi­su­ją­ce w swo­je sta­tu­ty ochro­nę praw zwie­rząt roz­pę­ta­ły histe­rycz­ną kam­pa­nię o wpro­wa­dze­nie zaka­zu trans­por­tu koni żywych poza gra­ni­ce kra­ju, uży­wa­jąc wszel­kich dostęp­nych środ­ków do popu­la­ry­zo­wa­nia tej idei, anga­żu­jąc szkol­ną mło­dzież nie­świa­do­mą tego, że jest mani­pu­lo­wa­na poprzez przed­sta­wia­nie jej dra­stycz­nych fil­mów doty­czą­cych jako­by trans­por­tów koni z Polski.
Organizacje te docie­ra­ły do środ­ków maso­we­go prze­ka­zu pre­zen­tu­jąc wie­lo­krot­nie te same fil­my i szo­ku­jąc odbior­ców tragicz-nymi sce­na­mi, a w kon­klu­zji obwi­nia­jąc o to pol­skich orga­ni­za­to­rów eks­por­tu. Niełatwe jest zaprze­cza­nie nawet nie­praw­dzi­wym fak­tom, przed­sta­wio­nym tak emo­cjo­nal­nie. I wie­dzą o tym auto­rzy akcji. Nasz głos wyja­śnia­ją­cy to zagad­nie­nie, ponie­waż doty­czy rze­czy zwy­kłych i pozba­wio­nych sen­sa­cji jest mniej inte­re­su­ją­cy dla mediów. Dużo wysił­ku wło­ży­li­śmy aże­by dotrzeć do tele­wi­zji i pra­sy z wyja­śnie­nia­mi. Przekonywaliśmy rów­nież posłów i sena­to­rów, że usta­wo­we wpro­wa­dze­nie cał­ko­wi­te­go zaka­zu trans­por­tu koni z Polski ude­rzy przede wszyst­kim w pol­skie­go rol­ni­ka, bowiem w tym samym cza­sie we Francji zwięk­szo­no pro­duk­cję i eks­port koni rzeź­nych do Włoch.
Naszym suk­ce­sem jest nie­wąt­pli­wie odrzu­ce­nie pró­by wprowa-dzenia zaka­zu eks­por­tu koni żywych i zwięk­sze­nie w 2003 r., w sto­sun­ku do 2002 r., o 10.000 sztuk eks­por­tu koni żywych. Jednocześnie z całą mocą pod­kre­śla­my, że warun­ki trans­por­tu muszą być zgod­ne z mię­dzy­na­ro­do­wy­mi wyma­ga­nia­mi i że nie jest nam obca tro­ska o dobro­stan zwie­rząt.

W naszym kra­ju od lat 90-tych obser­wu­je się zwięk­szo­ny import koni w typie wierz­cho­wym, głów­nie z Niemiec. Krajowe pisma o tema­ty­ce koń­skiej nie­współ­mier­nie dużo uwa­gi poświę­ca­ją opi­som hodow­li zagra­nicz­nych, osią­gnię­ciom zagra­nicz­nych koni i moż­na odnieść wra­że­nie, że poprzez to prze­ko­nu­ją czy­tel­ni­ków o nie­wiel­kiej war­to­ści rodzi­mej hodow­li. Naturalne zain­te­re­so­wa­nie osią­gnię­cia­mi sąsia­dów po upad­ku muru ber­liń­skie­go, ich pozio­mem rol­nic­twa i hodow­li koni, umie­jęt­ne ste­ro­wa­ne przez szu­ka­ją­cych ryn­ków zby­tu, w sytu­acji nad­pro­duk­cji pro­du­cen­tów, prze­ro­dzi­ło się w nie­uza­sad­nio­ną fascy­na­cję tą hodow­lą i bra­kiem kry­ty­cy­zmu w doko­ny­wa­niu zaku­pów. Zresztą tej fascy­na­cji ule­gli nie tyl­ko począt­ku­ją­cy, zamoż­niej­si hodow­cy, ale rów­nież spe­cja­li­ści doświad­cze­ni poprzez lata pra­cy w dużych hodow­lach, dora­dza­ją­cy roz­po­czy­na­ją­cym hodow­lę. Te przy­czy­ny spo­wo­do­wa­ły otwar­cie rodzi­me­go ryn­ku dla zwięk­szo­nych, nie zawsze uda­nych zaku­pów z zewnątrz.
Nieczęsto naszej orga­ni­za­cji uda­wa­ło się przed­sta­wić na łamach pra­sy inne zda­nie na ten temat i ochra­niać inte­re­sy wła­snych pro­du­cen­tów i nowych hodow­ców tra­cą­cych pie­nią­dze. Wniosek nasu­wał się jeden. Własne pismo. Pismo, dzię­ki któ­re­mu może­my infor­mo­wać czy­tel­ni­ków o pra­cach Związku, o nowe­li­za­cji pra­wa regu­lu­ją­ce­go dzia­łal­ność hodow­la­ną, a rów­nież pismo kształ-tujące opi­nie o rodzi­mych rasach i ich zale­tach W poło­wie lat-90 tych Związek pod­jął pró­bę wpro­wa­dze­nia na listę ras chro­nio­nych koni mało­pol­skich, a w póź­niej­szym cza­sie i ślą­skich. Jednak koniecz­ność finan­so­wa­nia tej ochro­ny z narodo-wego budże­tu powo­do­wa­ła nie­uwzględ­nie­nie naszych postu­la­tów. Dopiero opra­co­wa­nie Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich i przy­ję­cie przez Unię Europejską tego doku­men­tu, któ­ry mię­dzy inny­mi przewi-duje moż­li­wość chro­nie­nia kra­jo­wych zaso­bów gene­tycz­nych, pozwo­li­ło na umiesz­cze­nie na liście ras zagro­żo­nych koni mało-polskich i ślą­skich. Promowanie tych ras to rów­nież rola nasze­go, związ­ko­we­go pisma. Do reda­go­wa­nia „Hodowcy i Jeźdźca” zapra­sza­my hodow­ców i całe gro­no pra­cow­ni­ków Związków. Liczymy rów­nież na udział w reda­go­wa­niu pisma naszych człon­ków zrze­szo­nych w Związkach i Sekcjach raso­wych. Te łamy powin­ny być wła­ści­we do pro­wa­dze­nia pole­mik na poważ­ne hodow­la­ne tema­ty.
Grono utwo­rzo­nych przed kil­ku laty i sfe­de­ro­wa­nych z PZHK Sekcji raso­wych zosta­ło powięk­szo­ne o przy­ję­ty przez Zarząd Główny w 2004 roku Polski Związek Hodowców Koni Małopolskich. Z nadzie­ją wita­my wśród nas nową orga­ni­za­cję i liczy­my na aktyw­ną współ­pra­cę dla dobra tej rasy koni.
Z przy­kro­ścią trze­ba w tym miej­scu wspo­mnieć, że nie wszyst-kie Sekcje raso­we iden­ty­fi­ku­ją się z cela­mi, któ­re przy­świe­ca­ją PZHK i z poli­ty­ką hodow­la­ną, jaką Związek sta­ra się reali­zo­wać. Działania podej­mo­wa­ne przez nie­któ­re z nich szko­dzą inte­re­som orga­ni­za­cji jako cało­ści, zwłasz­cza w okre­sie przej­ścio­wym związa-nym z akce­sją do UE. Jesteśmy jed­nym z nie­wie­lu kra­jów euro­pej­skich, w któ­rych ist­nie­je duży fede­ra­cyj­ny zwią­zek hodow­ców mogą­cy two­rzyć pew­ną gru­pę naci­sku dla obro­ny inte­re­sów człon­ków. Próby roze­rwa­nia tej wię­zi dla zaspo­ko­je­nia ambi­cji kil­ku osób są szcze­gól­nie nagan­ne kie­dy podej­mu­ją je człon­ko­wie Związku w cza­sie wyma­ga­ją­cym wyjąt­ko­wej jed­no­ści, aże­by sku­tecz­nie chro­nić kra­jo­we rasy, a przez to i docho­dy pol­skich hodow­ców.

Print Friendly, PDF & Email

Strony: 1 2 3 4 5